Asynchronia
Minął miesiąc 2007-04-06 20:11
 Oceń wpis
   
Minął miesiąc od mojego pierwszego dnia pracy. Żadnej notki przez ten czas...Cóż, przyzwyczajenie się do nowego rytmu trochę zajmuje. Ogólnie praca OK, ludzie OK, tylko... Po raz pierwszy w życiu odczuwam negatywne skutki długiego siedzenia na czterech literach! (O tym, że przed kompem, nie wspomnę - mam ekran LCD :)) Mój organizm zaczął domgać się ruchu - dziwne wrażenie. Zdałam sobie sprawę, że nawet jeśli siedzę tyle samo w domu przed monitorem, to siedząc na zwykłym krześle i w kapciach, co i rusz zmieniam pozycję. W planie dni będę musiała uwzględnić spacerki trudno [ja i ruch??? Nie!!!] Jednak umowa na następny miesiąc już mnie trochę rozczarowała. Wg wcześniejszych ustaleń, miała być na czas nieokreślony. Cóż... zbieranie posagu trochę potrwa. No właśnie. Zaręczyłam się.
 
do pracy, rodacy! 2007-03-04 20:49
 Oceń wpis
   

Jutro mój pierwszy dzień pracy.

- Pamiętaj: bądź kreatywna, przejmuj inicjatywę i żadnych niepotrzebnych rozmów na GG.
- Ty tak robiłeś?
- Nie.
[To dużo wyjaśnia.]

 
zagubiona w komórkach 2007-03-02 13:00
 Oceń wpis
   

Komórka służy do dzwonienia i pisania smsów" - ktoś tak mi kiedyś powiedział. 2,5 roku temu ;)

Komórka służy teraz do szpanu - niezależnie, czy ma się nokię n90 czy 3310, bo nawet posiadacze tych drugich szpanują, że ne potrzebują drogich telefonów. Oldskul is kul itp.
A czy ja potrzebuję wypasionej komórki? Moj facet uważa, że nie. W końcu na walentynki dostałam palmtopa [ipaq 1915] - jeśli chodzi o organizer, muzykę i filmy nie mogę narzekać [może tylko tyle, że karty 2gb nie mogę wsadzić ;)]. Czego ja mogę chcieć od komórki, a czego nie zapewni mi palmtop? Radia i aparatu fotograficznego [edge i umts sobie daruję, nawet nie za bardzo wiem, co miałabym z tym robić :)]
"Po co ci aparat 2 mega w komórce? I to jeszcze płacić kilkaset zlotych? To już lepiej kupić zwykłą cyfrowkę!"  Trudno sprzeczać się z tym argumentem. I sama nie wiem, kiedy miałabym słuchać radia.
To już tylko ekran o 262 tys. kolorów mi zostaje. Albo i 16 mln :) Dla doznań wzrokowych. I mam nadzieję, że nie usłyszę, że mam za kiepski wzrok, by cieszyć się pełnią kolorów :P

Moje poszukiwania komórki mogą wyglądać dla wielu naprawdę zabawnie. Jednak ja swoją pierwszą komórkę kupiłam 2 lata temu (a raczej dostałam na urodziny). Ominął mnie czas komórek z ekranem i dzwonkami mono. Miała już kolorowy ekran - 65 tys. kolorów - i polifoniczne dzwonki. Ma też irdę, bluetooth i aparat fotograficzny [i, co najbardziej przydatne - minutnik ;)]. Gdyby nie paskudna rysa na samym środku ekranu i zakurzone styki od ładowarki, pewnie bym przy niej została. A tak muszę się bawić w smarkatą, a raczej podstarzałą dresiarę i szukać najlepszej komorki w najlepszej cenie.
Zostaje jednak jeszcze sprawa operatora. Wchodzi p4, przejmuje germanosa od ery i ...co to będzie z moim operatorem? :P Za bardzo się tym nie przejmuję, choć niektórzy mnie straszą, że era upadnie [?]. Ja jednak spodziewam się, że w telefonii komórkowej ogólnie ceny pójdą w dół, a o stałych abonentów będzie dbać się o wiele bardziej ;> To jednak zmusza mnie do czekania na play: kiedy wejdzie, kiedy inni zareagują [właściwie powinni byli już zareagować, p4 miało wejść w IV kwartale 2006 ;>]. A umowa niedługo się kończy. Przydałaby się cierpliwość buddyjskiego mnicha.

PS ...2 megapiksele!!!!!

 
got job 2007-02-16 21:35
 Oceń wpis
   
Taaaaak, mam pracę :) Pierwszy krok na ścieżce mojej kariery, oczywiście błyskotliwej i na same szczyty, gdyż - jak powiedział jeden z moich znajomych - Bill Gates też tak zaczynał. [A fuj za porównanie do Billa, choć on też enneagramowa 5 jak ja] A propos kariery: czytałam gdzieś, że to, jak bardzo radosny uśmiech ma się podczas balu maturalnego czy studniówki, może być wyznacznikiem przyszłego sukcesu. No, to w takim razie Bill Gates do przy mnie będzie mały pikaczuś :P [wizualizacja - skrzyżować uśmiech Julii Roberts z uśmiechem Jima Carreya; mam to na zdjęciu - niestety ;] ] Co pawda mam wrażenie, że pracę i tak dostałam przynajmniej w połowie dzięki hobby. Ale to inna bajka. W tej chwili zastanawiam się, co się robi po przyjściu do pracy pierwszego dnia: upija? stawia wszystkim obiad? ustawia gg przez tlen/jabber/coś innego?
Tagi: praca
 
 Oceń wpis
   
Napisałam, że jestem specjalistą od słów.

Mogłabym napisać że jestem filologiem; jednak zbyt wielu filologow, ktorych znam, cierpi na dysortografię czy dysleksję, by w obecnych czasach było to zobowiązujące określenie. Nie charakteryzuje to też, czy osoba jest lepsza we współczesnym językoznawstwie, teorii literatury, czy może w historii języka. Tyle o "filologu".
Natomiast "filolog polski" w obecnej sytuacji ekonomicznej brzmi wręcz absurdalnie. Cóż, zawsze lubiłam groteskę. Jeśli jednak połowa roku z polonistyki wyjeżdża do Anglii, to już nie jest groteska; to thriller, ewentualnie druga Księga Wyjścia [a raczej Odlotu]. Ktoś w tym momencie mi powie, że wyjeżdżają mlodzi, obiecujący ludzie, ktorzy powinni stanowić podstawę intelektualnej elity kraju i nie tylko, że są to ludzie, którzy mają wystarczająco dużo odwagi, by wejść w obcą cywilizację i aby tam budować swoją ścieżkę kariery... STOP! jeśli absolwent wyjeżdża zmywać, o jakiej odwadze i karierze tu mówić? Dlaczego to ma być wyznacznik jego większej zaradności od abslwenta, który zostaje w kraju? Jeśli coś ma tu być wyższą szkołą zaradności, to raczej życie w Polsce niż kelnerowanie za granicą. Nie mam nic przeciwko kelnerom, nie mam nic przeciwko, żeby zarabiać kilka tysięcy na miesiąc, ale dorabianie do tego ideologii zaradności jest nielogiczne. Inna sprawa jest oczywiście z tymi, ktorzy wybrali studia na zagranicznych uczelniach albo faktycznie realizują się tam w zawodzie; mam jednak nieodparte wrażenie, że mówiąc o utracie najlepszych absolwentów, miesza się kelnerów z inżynierami i naukowcami pracującymi w zawodzie.

Zagadka: czy uda mi się znaleźć w Polsce pracę, ktora zaspokoi moje ambicje i potrzeby finansowe? I żeby nie było zbyt łatwo: i nie wyjeżdzać do Warszawy ;)

Tagi: ue, praca, absolwenci, uk
 
na początek 2007-02-08 21:19
 Oceń wpis
   
Nowy rok, nowy blog... ;) W tym roku zmieni się zapewne wiele w moim życiu. Jak na razie - skończyłam staż, szukam pracy. Jutro mam spotkanie w sprawie pracy - mam nadzieję, że zrozumieją, że potrzebują właśnie mnie ;)

Wymarzonym stanowiskiem dla mnie byłaby praca copywritera, ale... jeśli mam udowadniać swoją kreatywność pisząc CV na bibule i pakując do wydmuszki do jajka albo dostarczać CV wraz z pizzą - nie, dziękuję :P Na razie skupię się na poszerzaniu swego - jak na razie mizernego - doświadczenia zawodowego. Chwilowo liczy się każde, ale spełnić najbardziej się mogę w pracy, ktora wymaga operowania słowami - a taka właśnie jest praca, o którą jutro będę się starać.

Tagi: blog, praca
 

 
Krótkowzroczna metopatka. Panikara i analityk. Gorzej być nie może.
 



Archiwum Bloga
 
Rok 2007
 


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 



Moje linki
 
Era
 





Najnowsze komentarze
 
2013-08-01 11:52
banki_ do wpisu:
na początek
Przecież nie musisz u kogoś pracować. załóż stronę www ogłoś się na forach internetowych i jak[...]
 
2011-06-07 12:08
odszkodowanie_odszkodowania do wpisu:
Minął miesiąc
Ruch po pracy jest koniczny zwłaszcza kiedy w niej siedzimy przy kmputerze
 
2011-05-23 18:07
fundusze inwestycyjne do wpisu:
got job
Popracuj i myśl nad założeniem własnej firmy.